Opel Combo

Po prostu jest

Kto: Michał Hutyra

Co: Opel Combo

Gdzie: Warszawa

Kiedy: 9.10.2018

Ile: 150 km

Właściwości jezdne, wyposażenie podstawowe, komfort jazdy, jakość montażu, przestronność wnętrza, atrakcyjne cena i ciekawa oferta na finansowanie.

Brak reflektorów full LED, skomplikowany system przesuwania przegrody (Cargo), kłopotliwe zamykanie przesuwanych drzwi ze środka, nieintuicyjny sposób otwierania tylnych szyb.

Powodów, żeby samochód wywołał przyspieszone bicie serca, może być wiele. Jedne wybitnie się prowadzi, inne wyglądają, a jeszcze inne wzbudzają pożądanie z powodu nieprzyzwoicie wysokiej ceny. Nowy Opel Combo nie należy do żadnej z wymienionych grup. Można wręcz powiedzieć, że nie wywołuje żadnych emocji. To idealny samochód dla biznesu i dla rodziny, niezwykle praktyczny i funkcjonalny.

Każda z wcześniejszych generacji Opla Combo bazowała na jakimś aucie. Dawcą genów był Kadett, innym razem Corsa, ostatnio Fiat Doblo. Ale koniec z tym. Małżeństwo Opla z grupą PSA sprawiło, że nowy Combo mógł po raz pierwszy zacząć od czystej kartki papieru. No dobra, była ona częściowo zapisana doświadczeniami Francuzów i rozmaitymi podzespołami. Do Combo musiały trafić takie elementy jak: płyta podłogowa EMP2 (korzystają z niej już Peugeoty 3008, 5008, 508 oraz Opel Grandland X), silniki oraz skrzynie biegów (również szeroko wykorzystywane przez dziesiątki innych modeli koncernu) oraz systemy bezpieczeństwa, których łącznie jest aż 19!

Combo dzięki przedniej kamerze potrafi utrzymywać pas ruchu, odczytuje znaki drogowe, wykrywa pieszych, samochody i sam potrafi się zatrzymać przed nimi, unikając kolizji. Wśród opcji są m.in. aktywny tempomat, podgrzewane siedzenia oraz kierownica, wyświetlacz head-up, kamera cofania, gniazdo 230V oraz systemy ochrony boków nadwozia i wspomagający parkowanie.

Jakie jest nowe Combo? Ma typowe dla kombivanów jednobryłowe nadwozie, które mimo pudełkowatego kształtu jest zgrabne i może się podobać. Z przodu auto jednoznacznie przypomina inne modele Opla, głównie za sprawą świateł do jazdy dziennej, które świecą diodami LED oraz osłony chłodnicy.

Producent już na wstępie zaznacza, że Combo jest autem osobowym, a nie furgonetką, którą przerobiono na osobówkę. Na pokładzie, i to niezależnie od tego, czy mówimy o wersji standardowej, czy o 35 cm dłuższej XL, nie zabraknie miejsca nawet dla 7 pasażerów lub 2 europalet. Ważący mniej niż 1500 kg Combo potrafi przewieźć nawet tonę ładunku, choć nie ma (i warto to wyraźnie podkreślić) z tyłu resorów piórowych. Auto można zamawiać z dwoma rodzajami tylnego zawieszenia, czterema rozstawami kół, dwoma rozstawami osi, kanapą lub osobnymi fotelami w drugim rzędzie. Każdy osobowy egzemplarz (Life) ma przesuwane drzwi po obu stronach nadwozia, a wersja użytkowa (Cargo) może mieć uchylaną tylną część dachu, przesuwaną kratkę oddzielającą kierowcę i pasażerów od ładunku. Wśród opcji są takie udogodnienia jak składane oparcie przedniego fotela, które pozwala przewieźć przedmioty o długości ponad 3 m, oraz czujnik przeciążenia, pomagający zadbać o bezpieczeństwo jazdy, jak również samego zawieszenia. Wersja standard połknie 4,4 m3 ładunku, dłuższa XL 5,3 m3.

Kabina Combo Life zdecydowanie bardziej przypomina vana niż auto dostawcze. Nigdzie nie znajdziemy lakierowanych elementów karoserii, choć tworzywa, jakimi wykończono wnętrze, są jednoznacznie twarde. Na szczęście nie wyglądają tanio i tandetnie. Co więcej, poskładano je na tyle starannie, że nawet podczas jazdy zniszczonymi ulicami warszawskiej Pragi nic w środku nie trzeszczało i nie rezonowało. Ultrapraktyczność tego modelu jednoznacznie potwierdza też duża liczba schowków, których łącznie jest aż 28. Nie liczyliśmy ich, ale wierzymy że tak jest. Największe znajdują się w rozbudowanej do granic absurdu konsoli środkowej, w desce rozdzielczej oraz pod dachem (wersja z dachem panoramicznym).

Za kierownicą Combo siedzi się wygodnie i jak na vana dość nisko. Zegary i kierownica pochodzą wprost z modelu Grandland X, co dodatkowo podkreśla osobowy charakter tego modelu. Dźwignię zmiany biegów umiejscowiono dość wysoko i ciut za daleko od kierowcy. W wersji z automatem zamiast dźwigni montowane jest niewielkie pokrętło, którym steruje się nadzwyczaj precyzyjnie. Pośrodku deski wystaje 8-calowy ekran dotykowy systemu multimedialnego, który, co oczywiste w dzisiejszych czasach, jest zintegrowany z systemami Android Auto oraz Apple CarPlay. Przemieszczanie się po menu jest intuicyjne i łatwo można się w nim odnaleźć. Duży plus Combo otrzymuje też za niezależny panel sterowania klimatyzacją, który coraz częściej przegrywa z rozwiązaniami w pełni cyfrowymi.

Pod maską Combo montowane są silniki o dwóch pojemnościach – 1.2 l (benzynowe) i 1.5 l (diesle). Te pierwsze rozwijają moc 110 i 130 KM, te drugie 75, 102 i 130 KM. Wszystkie są wyposażone w turbosprężarkę, bezpośredni wtrysk paliwa, filtr cząstek stałych i spełniają najnowszą normę emisji spalin Euro 6.2 Temp. Mocniejsze silniki można połączyć z 8-biegową skrzynią automatyczną.

Na pierwszą przejażdżkę wybraliśmy się rozsądnym 102-konnym dieslem. Tak jak się spodziewaliśmy, zużył niewiele paliwa, reakcja na gaz była wystarczająco dobra, ale do 1800 obr./min. trudno było z niego wykrzesać jakikolwiek temperament. Spalanie okazało się symboliczne (5,1 l/100 km) i właściwie pokrywało się z tym deklarowanym przez producenta. Bardzo pozytywnie zaskoczył nas za to egzemplarz z silnikiem benzynowym o mocy 110 KM. Trzycylindrowa jednostka napędowa ma naprawdę niezłą reakcję na gaz, turbodziura praktycznie tu nie występuje, a jej dźwięk mimo „braku” jednego cylindra, nie jest szczególnie natarczywy. Benzynowe Turbo przekonało nas też ogólnymi kosztami utrzymania – w podobnych warunkach jazdy zużywa ok. 1,5 l paliwa na 100 km więcej niż diesel, potrzebuje też dwukrotnie częściej widywać się z mechanikami (co 15 zamiast co 30 tys. km). Biorąc jednak pod uwagę różnicę w cenie pomiędzy silnikiem benzynowym i Diesla, która wynosi ponad 7,2 tys. zł, trzeba przejechać naprawdę sporo kilometrów (według szybkiej kalkulacji ok. 112 tys. km), żeby zakup diesla w ogóle miał sens.

W trakcie pierwszych jazd Combo dał się poznać jako samochód wygodny, zwinny, sprytny i funkcjonalny, a to już dużo jak na samochód, który teoretycznie nie wzbudza emocji.

LF

Print Friendly