DSC_1204

Lexus GS 450h – Oryginalny w każdym calu

Kto: Michał Hutyra

Co: Lexus GS 450h

Gdzie: Warszawa, Wrocław

Kiedy: 31.08–7.09.2017

Ile: 1250 km

Bardzo dobre osiągi, niskie zużycie paliwa, wysoki komfort resorowania, świetne wyciszenie, bardzo przestronna kabina, wygodne fotele, znakomita jakość wykonania, bardzo bogate wyposażenie.

Niezbyt duży bagażnik, wysoka cena zakupu, kiepskie umiejscowienie pamięci foteli, duża częstotliwość wykonywania przeglądów, niska ładowność.

Lexus GS 450h potrafi być tak szybki jak mocni konkurenci z jednostkami benzynowymi i tak oszczędny jak auta napędzane silnikami Diesla. Technologia hybrydowa to nie choroba, lecz znak czasów. Sprawdzamy czy naszych czasów.

Sposobem Lexusa na wyróżnienie się na rynku jest oryginalność. Lexus różni się od konkurentów wszędzie tam, gdzie to możliwe ‒ stylistyką, wykończeniem, ale przede wszystkim układem napędowym.

Indywidualista

GS wygląda niebanalnie i zadziornie. Łagodne przetłoczenia na bokach nadwozia, trójdzielne reflektory i osłona w kształcie klepsydry sprawiają, że nie da się go pomylić z żadnym z europejskich rywali. Wnętrze również ma swój styl. Próżno szukać tu dotykowego ekranu albo elementów wykończonych lakierem o nazwie „czerń fortepianowa”. Zamiast tej udawanej nowoczesności Japończycy postawili na styl i sprawdzone rozwiązania. Właśnie dlatego kabina GS-a może kojarzyć się z dobrym londyńskim klubem. Fotele są ultrawygodne i mają regulację aż w 18 kierunkach. Silniczki i pompowane poduszki pozwalają dopasować kształt siedziska i oparcia do każdego rodzaju sylwetki. Zza kierownicy nawet po przejechaniu kilkuset kilometrów nikt nie powinien więc wysiąść zmęczony.
Na desce znajdziemy porządny analogowy zegarek i mnóstwo przycisków, których funkcji nie trzeba się domyślać, a które bez wątpienia upraszczają obsługę. Panel klimatyzacji, przełączniki kierunkowskazów czy sterowania lusterkami zewnętrznymi wyglądają jak wyjęte wprost ze sklepu z motoryzacyjnymi antykami. Drzwi i deskę rozdzielczą wykończono elementami wykonanymi z prawdziwego drewna, a nie z tworzywa udającego drewno. W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że wsiedliśmy do kapsuły czasu, która przeniosła nas w przeszłość, jednak to właśnie tego typu elementy sprawiają, że w kontekście Lexusa można używać wyłącznie takich epitetów jak: solidność, jakość czy bezawaryjność.
Oczywiście Japończycy są świadomi postępu, dlatego przed oczami kierowcy są cyfrowo-analogowe zegary, a centralne miejsce na desce zajmuje potężny 12,3-calowy ekran systemu multimedialnego. Aby go obsługiwać, należy skorzystać z… myszki. Tego rozwiązania próżno jest szukać gdzieś indziej. Po liftingu obsługa tego urządzenia uprościła się, ponieważ strzałka na ekranie (taka jak w komputerze) jest przyciągana do odpowiednich ikon na ekranie i nie trzeba precyzyjnie w nie trafiać. Już po tygodniu użytkowania da się z tym systemem oswoić, a nawet zaprzyjaźnić, lecz mimo wszystko nie radzimy programować nawigacji podczas jazdy.

Perfekcjonizm

Lexus odpuścił sobie gadżety, które nie służą niczemu prócz pochwalenia się nimi przed kumplami. Nie ma więc obsługi za pomocą gestów, multimedialnego kluczyka, za pomocą którego można zaparkować samochód, świecącego logo producenta po otwarciu drzwi auta czy zmiennego koloru podświetlenia wnętrza. Lexus zadbał o maksymalne dopieszczenie tych elementów wyposażenia, które naprawdę się przydają zarówno kierowcy, jak i pasażerom. Mamy wyświetlacz HUD, który pokazuje mijane znaki drogowe, informacje z systemu nawigacyjnego oraz, co oczywiste, prędkość jazdy. Jest aktywny tempomat, reflektory LED-owe z selekcją wiązki światła, semianilinowa skóra (trwalsza niż mieszanka skór naturalnych i sztucznych) oraz trzystrefowa klimatyzacja, która jest jedną z najbardziej zaawansowanych konstrukcji montowanych obecnie w autach. Niezależnie od ustawień wie, gdzie znajdują się pasażerowie, szybko miesza strugi ciepłego i zimnego powietrza, a dzięki funkcji jonizacji nie staje się ono suche. W kabinie GS-a znajdziemy też nieprawdopodobną ciszę, która jest efektem perfekcyjnego wręcz wygłuszenia. Zmącić mogą ją jedynie dźwięki ulubionej muzyki, która sączy się z 17 głośników jednego z najlepszych zestawów audiofilskich Mark & Levinson, które można dziś spotkać w samochodach. W topowej wersji wyposażenia to standard, w innych kosztuje ponad 20 tys. złotych. Naszym zdaniem to dobrze wydane pieniądze.

Strona 1 z 212

S. K.

Print Friendly