Golf GTE

Dwie twarze

Kto: Michał Hutyra

Co: Volkswagen Golf GTE

Gdzie: Warszawa, Wrocław

Kiedy: 11-18.04.2017

Ile: 1400 km

Przestronne wnętrze, dobre właściwości jezdne, duża praktyczność, spory zasięg, niskie spalanie, wystarczający zasięg na silniku elektrycznym, osiągi.

Niewielki bagażnik, mała ładowność, cena samochodu.

Co mają ze sobą wspólnego Golf GTE i samochody zasilane gazem LPG? Można nimi bezkarnie jeździć na rezerwie przez całe tygodnie i nie tankować benzyny.

GTE to wyjątkowa odmiana Golfa, bo łączy w sobie na pozór wykluczające się cechy, takie jak wysokie osiągi i ekonomiczny napęd. Golf GTE jeździ na benzynie, na prądzie, a nawet sam wytwarza energię elektryczną! Samochód ma znakomite przyspieszenie ‒ do 100 km/h zajmuje mu to tylko 7,6 s, pod względem zużycia paliwa (1,5 l/100 km) jest niemal trzykrotnie bardziej oszczędny niż słynące z tej cnoty Golfy z silnikami TDI. Te zalety powinny zapewnić wersji GTE największą popularność wśród kupujących. A jednak tak nie jest. Chodzi o cenę? Raczej nie, ponieważ na ulicach widać całkiem sporo droższych o 10 tys. złotych 310-konnych Golfów „R”. Może więc powodem jest brak zaufania do nowości albo raczej niewiedza, że taka wersja w ogóle istnieje.

W parze raźniej

W Golfie GTE pod maską pracują w tandemie dwa silniki – elektryczny i spalinowy. Ten drugi to dobrze znana jednostka napędowa 1.4 TSI o mocy 150 KM. Silnik elektryczny wciśnięto pomiędzy koło zamachowe i dwusprzęgłową przekładnię DSG i rozwija moc maksymalną 102 KM. Energię potrzebną do jego pracy zgromadzono w akumulatorze litowo-jonowym o pojemności 8,8 kWh, który znajduje się pod tylną kanapą, a więc blisko ziemi. Zajął on miejsce zbiornika paliwa, który w bardziej kompaktowej wersji (ma pojemność zaledwie 40 l) trafił do bagażnika, zmniejszając jego pojemność z 370 do 280 l. Mniejsza pojemność bagażnika przeszkadza mniej niż brak jakiegokolwiek schowka, np. na kable potrzebne do ładowania akumulatorów. A te warto wozić ze sobą, ponieważ jazda na prądzie jest absolutnie najtańszym sposobem na poruszanie się. Golf karmiony wyłącznie elektronami jest w stanie przejechać maksymalnie 50 km. Nam, mimo wielokrotnych prób, nie udało się osiągnąć takiego wyniku, ale potwierdzamy, że 40 km jest jak najbardziej realne.

Czy to nie za mało? Nie, ponieważ ponad 70% kierowców i tak nie przejeżdża w ciągu dnia większego dystansu. Pozwala to zapomnieć o tankowaniu i jeździć wyłącznie na prądzie. Ci, którzy mają do pracy dalej, mogą doładować akumulatory i wrócić do domu, nadal korzystając z silnika elektrycznego. Wykorzystując auto na krótkich dystansach, można silnik spalinowy wysłać na urlop. Ładowanie samochodu z domowego gniazdka trwa 3 godz. 45 minut. Jeśli wykorzystamy gniazdo 3-fazowe (380V), czas ten da się skrócić do nieco ponad 2 godz.

Do wyboru, do koloru

Kierowca Golfa GTE ma do wyboru cztery tryby jazdy. Podstawowy E-Mode jest w pełni elektryczny. Pozwala on poruszać się z maksymalną prędkością do 130 km/h. Jazda „na prądzie” nie oznacza, że jest się zawalidrogą. W ciągłej gotowości jest spory zapas momentu obrotowego (330 Nm), a przyspieszenie do 60 km/h zajmuje autu 4,9 s. Aby zwiększyć zasięg, kierowca może odzyskiwać energię elektryczną, używając zamiast hamulców rekuperatora. Poziom odzyskiwania energii (jest ich pięć) reguluje się łopatkami (przy kierownicy) służącymi do zmiany biegów. Wykorzystując je, można praktycznie nie używać hamulca. Kiedy akumulator rozładuje się lub gdy kierowca wciśnie do oporu pedał przyspieszenia, samochód automatycznie przełączy się na tryb hybrydowy, w którym do jazdy używa się naprzemiennie silniki spalinowy i elektryczny. Przy okazji doładowywany jest też akumulator. Trzeci tryb jazdy (Battery Charge) odbywa się wyłącznie na silniku spalinowym. Pozwala to zatrzymać energię zgromadzoną w akumulatorze na później i skonsumować ją np. podczas przejazdu przez miasto. W tym trybie można też ładować akumulator podczas jazdy. Golf GTE odzyskuje też energię kinetyczną, zawsze gdy kierowca hamuje lub zdejmie nogę z gazu. Aby w pełni naładować akumulator, wystarczy przejechać dystans ok. 80 km. Taki sposób ładowania jest jednak najbardziej energochłonny, ponieważ zużycie paliwa wzrasta wówczas o ok. 30%. Najbardziej smakowity jest czwarty z trybów, „GTE”, który pozwala wykorzystać pełną moc zespołu napędowego, wynoszącą 204 KM i 350 Nm.

Podczas jazdy Golf GTE nie różni się prawie niczym od zwykłego Golfa z silnikiem TSI. Nie czuć nawet jego większej o 300 kg wagi, w czym duża zasługa nisko umieszczonego środka ciężkości i znakomicie zestrojonego układu jezdnego. Przyzwyczaić się trzeba tylko do absolutnej ciszy, ale to akurat nie kłopot. Dużym atutem tej wersji jest także jej wygląd – bardziej zadziorny, ponieważ jego zderzaki, nakładki na progi oraz tylna lotka upodabniają go do usportowionych wersji GTI oraz „R”. Atutem wersji GTE jest też bogate wyposażenie standardowe, które poniekąd usprawiedliwia wysoką cenę samochodu. Hybrydowy Golf jest też tak samo praktyczny jak każdy inny Golf.

Czy Golf GTE to dobry wybór? Znakomity! Jazda po mieście kosztuje mniej niż korzystanie z komunikacji miejskiej, a dynamika jest więcej niż wystarczająca. Poza tym GTE ma wszystkie zalety auta elektrycznego i jednocześnie jest pozbawiony wad, które mają elektryki. Można nim pojechać na drugi koniec Polski albo Europy, nie posiłkując się dodatkowym samochodem z wypożyczalni. Może być jedynym autem w rodzinie. To pojazd do wszystkiego, który w idealny sposób łączy teraźniejszość i przyszłość motoryzacji.

M.H.

Print Friendly